piątek, 4 listopada 2011

Maskary LANCOME





Przejrzałam ostatnio kolekcję moich tuszów do rzęs, która na dzień dzisiejszy liczy sobie 10 sztuk, z czego 5 to maskary firmy Lancome. Postanowiłam więc napisać własne spostrzeżenia na ich temat. 
Ja nie posiadam swojego szczególnego ulubieńca wśród tuszów do rzęs, ponieważ w zależności, jaki make up wykonuję na sobie bądź modelce, mój wybór maskary zawsze uzależniony jest od efektu, jaki chcę uzyskać i który będzie powiedzmy "tematycznie" współgrał z całym makijażem. 
Mogę powiedzieć,  że skoro mam 5 maskar tej firmy, oznacza to napewno ich dobrą jakość. 


Na pierwszy ogień pójdzie maskara Lancome Hypnose Drama.
Hypnose Drama ->  oferuje nowy kształt szczoteczki. Wyprofilowany, mocno wypukły skręt szczoteczki pozwala jej uchwycić nawet najkrótsze rzęsy pod każdym kątem nadając gęstość i modelując każdą rzęsę. W połączeniu ze specjalnie zaprojektowaną otulającą rzęsy formułą zapewnia nadzwyczajną gęstość i objętość rzęs.


Szczoteczka jest dość duża i jak widać na zdjęciu ma kształt litery S. Nie przepadam za dużymi szczoteczkami zwłaszcza, gdy wykonuję makijaż modelce. Z takim kształtem szczoteczki ciężko pomalować rzęsy modelce od samej nasady.  Potrzeba odrobiny wprawy i wyczucia, by uzyskać pożądany efekt. Po nałożeniu go moje rzęsy nie są aż tak gęste jak zapewnia producent, co gorsza, w moim przypadku bardzo szybko się osypuje. To jest duża wada, szczególnie gdy nosi się soczewki. Jeśli ktoś lubi lekko wydłużone i pogrubione, czytaj: lekko posklejane rzęsy powinien być z tej maskary zadowolony. Gdybym miała zainwestować w kolejną maskarę, napewno nie byłaby to hypnose drama, ze względu na jej osypywanie się oraz kształt szczoteczki (nie jestem zwolenniczką wykręconych maskar;))


Druga maskara z mojej kolekcji to Lancome VIRTUOSE.
Lancome Virtuose-> mascara podkręcająca rzęsy. Dzięki zawartości kompleksu Curlguard i wosków pszczelich tusz Virtuose idealnie się rozprowadza, a efekt utrzymuje się przez 12 godzin. Testowany oftalmologicznie, bezzapachowy, odpowiedni dla osób używających soczewek kontaktowych.


Ten tusz daje efekt naturalnych a jednocześnie wydłużonych i podkręconych rzęs. Szczoteczka jest wspaniała, nie jest wielka, a jej kształt bardzo ułatwia aplikowanie. Dzięki takiemu wygięciu szczoteczki, wystarczy raz przyłożyć ją u nasady rzęs i bez problemu zaaplikować tusz. Absolutnie nie skleja rzęs. Bardzo go polecam osobom, które chcą podkręcić i wydłużyć swoje rzęsy bez efektu sklejonych i obciążonych rzęs.  Jedyną małą wadą może być fakt, że dość szybko wysycha i jak dla mnie mogłaby nabierać o ciut większą ilość tuszu. Ale to tylko moja subiektywna ocena. 




Trzecia z mojej kolekcji to Lancome AMPLICILS waterproof mascara volume panoramique.
Lancome Amplicils Waterproof Mascara ->Tusz wodoodporny do rzęs nadający panoramiczną objętość. Tusz, który nie tylko nadaje rzęsom panoramiczną objętość, ale także perfekcyjnie je rozdziela i podkręca. Jego fluidowa formuła równomiernie pokrywa i pogrubia każdą rzęsę, od korzenia aż po sam czubek. Dzięki specjalnemu rozłożeniu włosków wokół osi szczoteczki, z każdym pociągnięciem rzęsy stają się gęstsze, podkręcone i idealnie rozdzielone. 


Jest to tusz wodoodporny i rzeczywiście dobrze spełnia tą funkcję. Użyłam go w dzień mojego ślubu, wytrzymał aż do rana nie rozmazując i osypując się. Nie daje szczególnego efektu podkręcenia, jak pisze producent, ale ładnie wydłuża i dodaje objętości naszym rzęsom. Nie jest to najlepszy z tuszy, ale też nie mogę o nim powiedzieć nic negatywnego.Jego dużą zaletą jest, że absolutnie nie wysycha,nawet po długim czasie po otwarciu. Najważniejsze, że spełnia dobrze rolę wodoodporności, bo to chyba najważniejsze, gdy sięgamy po tego typu maskary, zwłaszcza, że nie stosuje się ich na co dzień.




Czwarty z kolei to tusz Lancome HYPNOSE Precious Cells.
Lancome Hypnose Precious Cells -> kremowy tusz do rzęs, precyzyjnie pogrubia, wydłuża, rozdziela i zagęszcza rzęsy, jednocześnie intensywnie je regenerując. Zapewnia intensywną odbudowę i zagęszczenie w ciągu 28 dni. Kremowa konsystencja pokrywa każdą rzęsę głęboką czernią dla uzyskania największej objętości. Opatentowany kształt szczoteczki pozwala przenieść drogocenną formułę komórek macierzystych bezpośrednio do rzęs poprzez wykorzystanie napięcia powierzchniowego. Zawiera składniki pielęgnacyjne, które zapewniają również wzrost rzęs: Madecassoside, Arginina, kwas cytrynowy oraz aktywne składniki zaczerpnięte z pielęgnacji Absolue Precious Cells + wyciąg z komórek roślinnych.


Bardzo fajna szczoteczka, dzięki której rzeczywiście rzęsy są ładnie podkreślone, wydłużone i pogrubione. Niektórym osobom może sprawiać kłopoty w aplikowaniu, ze względu na specyficzny kształ szczoteczki, do której należy się po prostu przyzwyczaić. Tusz się nie osypuje a szczoteczka nabiera idealną jego ilość. Czy pielęgnuje i regeneruje rzęsy? Nie jestem w stanie powiedzieć, ponieważ nie stosuję go codziennie.  Jedynym minusem jest intensywny zapach, który sprawia, że gdy go poczuję,zaczynam kichać. Ot, taka moja  nietypowa reakcja;))  


Ostatnim już tuszem jest Lancome FATALE.
Lancome Fatale->  produkt nadający niezwykłą objętość i wyrazisty efekt( efekt sztucznych rzęs). Posiada aplikator 3D i formułę Filtex™, które pozwalają na superpogrubienie każdej rzęsy za jednym pociągnięciem. Efekt to wyjątkowa objętość i wydłużenie rzęs oraz dramatyczne, a przy tym pełne elegancji spojrzenie. 


Moja mama powiedziała: rzeczywiście "fatalny" ten tusz. Ja muszę powiedzieć, że się nie zgadzam;) Efekt, jaki daje ta maskara, jest rzeczywiście zdumiewający. Od samej nasady rzęs pięknie pokrywa każdą z nich, pogrubiając, podkręcając i wydłużając je. Przy dobrym zaaplikowaniu można uzyskać efekt sztucznych rzęs bez ich sklejania. Dzięki grzebykom, które posiada ta maskara można ładnie "wyczesać" rzęsy. Produkt się w ogóle nie kruszy i nie wysycha szybko. Nie polecam niestety dla osób, które nie mają cierpliwości lub czasu, ponieważ trzeba szczególnie uważać przy aplikacji i nauczyć się techniki, która w pełni wykorzysta walory tej maskary. Jeśli ktoś nie lubi tak spektakularnego efektu na rzęsach, nie powinien używać tej maskary w ciągu dnia. Ale nada się ona świetnie na wieczory czy specjalne okazje.   Ja tej maskary nie używam często, bo tak jak wspomniałam, trzeba się trochę napracować przy nakładaniu, poza tym po nałożeniu jej mam naprawdę mega rzęsiska, a nie zawsze potrzebuję aż takiego efektu;) Dla osób o cienkich, krótkich rzęsach powinna być ona idealna. 




Podsumowując, Lancome produkuje według mnie maskary bardzo dobrej jakości, które posiadają zawsze proste, ale zarazem eleganckie opakowania. Jedynie ich cena, która waha się w granicach 130 zł( Niemcy: około 28 eur) może niektórych zniechęcać do zakupu. Ja jestem posiadaczką 5 z ich kolekcji i napewno na niektóre z nich skusiłabym się ponownie. 

piątek, 23 września 2011

The Make-up Show Europe- Berlin 2011


Po raz pierwszy w Berlinie odbył się Make-up Show dla profesjonalnych wizażystów i charakteryzatorów. Impreza odbyła się w weekend 17. i 18. września. Ja miałam bilet wykupiony tylko na niedzielę, ale uważam, że to mi w zupełności wystarczyło, ponieważ Workshopy prowadzone przez znanych make-up artystów w sobote i niedziele nie należały do najtańszych, postanowiłam więc nie brać w nich udziału. Mimo to na głównej scenie odbywały się seminaria bezpłatne, można więc było wysłuchać cennych porad i wskazówek doświadczonych artystów ze Stanów Zjednoczonych i Europy, między innymi Jon Hennessey, Danessa Myricks, Sylvia Pichler, Esterique Aidan, James Vincent, Maurice Stein. Na obszarze wystawowym zaprezentowało się około 60 marek z profesjonalnymi produktami do makijażu, m.in. MAKE UP FOR EVER, INGLOT, TEMPTU, MAC, CROWN brush, KRYOLAN i wiele innych.

Seminarium

Część wystawowa 

Bardzo spodobały mi się dwa seminaria prowadzone przez Danesse Myricks. Jest to niesamowita kobieta i artystka, pełna pasji i dobrego humoru. Pierwszy wykład dotyczył kolorów i tekstur, drugi zaś technik nakładania podkładu i konturowania twarzy.
Danessa

Produkty światowych marek kosmetycznych znane są każdemu, natomiast ja miałam okazję poznać dość świeże, dopiero wschodzące, marki. Jedną z nich jest ZAYLIA www.zayliacosmetics.de (strona jeszcze nie funkcjonuje, ale z tego co wiem, ma wkrótce ruszyć) , niemiecka firma pochodząca z Monachium. W swojej kolekcji mają zarówno kosmetyki mineralne jak i zwykłe. Z tego, co widziałam, gama kolorów cieni czy pomadek jest jeszcze dość wąska, ale to się pewnie wkrótce zmieni, jeśli interes się powiedzie (trzymam kciuki!). Kobiety były bardzo sympatyczne i z rozmowy dało się odczuć, że bardzo wierzą w sukces marki. Niestety na temat jakości produktów nie mogę nic powiedzieć, ponieważ niczego u nich nie zakupiłam. Pożyjemy, zobaczymy!
Nieznana mi również była angielska marka pędzli CROWN BRUSH. Do wyboru mieli mnóstwo pędzli, z różnym rodzajem włosia, kolorem rączek itd. Ja zakupiłam sobie parę, z czego najdroższy kosztował około 6 euro! Reszta była za 2 lub 3 euro, a jakość naprawdę dobra! Przetestowałam i sprawiają się narazie dobrze. Jeszcze nie miałam okazji ich umyć, dlatego nie wiem, czy włosie po umyciu będzie wypadać czy nie. Jeśli chodzi o ceny, na targach były oczywiście o wiele tańsze niż ceny regularne. Ale oryginalny cennik jest naprawdę bardzo znośny. 
Okazało się, że istnieje również możliwość zamówienia sobie u nich pędzli z własnym logo firmy. Warunki to zamówienie na minimum 24 pędzle z każdego rodzaju i jednorazowa opłata za własne logo 25 funtów. Kobietka ze stoiska mówiła, że realizują zamówienia w około 4 tygodnie z tego co pamiętam. Podaje ich stronę: 

Podsumowując, bilet jednodniowy kosztował mnie 30 euro. Seminaria były interesujące, Workshopy zapewne też. Oczywiście prawie wszyscy wystawcy obniżyli ceny za produkty nawet do 40%. Więc jeśli ktoś chce się wybrać na takie targi, musi odkładać dużo pieniążków, bo ceny kuszą! ;) Tak jak i mnie skusiły...  Oto moje małe zakupy :

P.S- zakochałam się w tym eyelinerze z Make up Forever!

syntetyczne włosy ;)
Jeszcze jako ciekawostkę dodam o naszej polskiej wspaniałej firmie INGLOT, która na targach miała największe stoisko z mnóstwem produktów. Aż się w głowie kręciło od kolorów! Dowiedziałam się, że już w listopadzie, w końcu, Inglot otwiera swój pierwszy sklep w Niemczech, a dokładniej w Düsseldorfie. Ciekawe, kiedy pomyślą o Berlinie... O tych wszystkich biednych dziewczynach, które nie mają możliwości zakupu ich kosmetyków w Niemczech, bo jak wiadomo, nie istnieje nawet sklep online! Ja tam wcale nie czekam z niecierpliwością, bo słyszałam, że ceny mają być o wiele wyższe niż w Polsce. Dostałam od nich cennik z wszystkimi produktami, ale ważny tylko na czas targów, na dodatek ze zniżką 30%, a ceny i tak zaskakują...

Na koniec jeszcze parę zdjątek z tego wydarzenia : 







Maurice Stein

Airbrush make up


czwartek, 8 września 2011

Miasteczko Eze, Marc Ferrero i jego STORYTELLING ART

Będąc na wspaniałym urlopie we Francji i przemierzając setki kilometrów samochodem  miałam sposobność zwiedzić wiele miejscowości położonych na Lazurowym Wybrzeżu, a w tym wyjątkowe miasteczko Eze leżące między Monaco a Nice, którego domy i ulice wykuto w skale. Niesamowite wąskie uliczki, mnóstwo sklepików, galerii, warsztatów rzemieślniczych i domów przyozdobionych kwiatami sprawia, że to miejsce jest wyjątkowo urocze. 



                                                       
kawałek lazurowego morza ;)


a z drugiej strony miasteczka widok na góry

Przechadzając się po uliczkach Eze natrafiłam na galerię nieznanego mi dotychczas artysty Marca Ferrero, którego dzieła urzekły mnie tak bardzo, że chętnie kupiłabym sobie wszystkie (niestety portfel nie był w stanie pomóc mi w mojej zachciance;)) 




Marc Ferrero (ur.1963) to współczesny artysta, wynalazca i twórca STORYTELLING ART, czyli sztuki opowiadania.
Storytelling Art jest przede wszystkim sztuką sekwencyjną, która może być w tym samym czasie czytana i oglądana w wygodny i klasyczny sposób. Rysunki i napisy  przypisywane są komiksom, jednakże używane są ze środkami i wymiarami klasycznego malarstwa.
 Z tą sztuką, sztuką opowiadania, ludzie mogą wejść w historię. Znaleźć tu można wiele odniesień do kina: nawiązania techniczne, kadrowanie, a niektóre fragmenty nazywane są Storyboardami, o których tak mówi Ferrero:
" Storyboardy są dialogiem, obrazową częścią powieści " Dawno dawno temu: LA COMITIVE", gdzie trzech moich głównych bohaterów, Lisa L'aventura, francusko-amerykańska business woman i jej wspaniały świat, Duke, brytyjski fan Jazzu grający w Pokera oraz Cello, włoski  profesjonalny gracz Polo i tancerz tango, spotykają się. Jest to czysta akcja."


Filmik ukazujący obrazy artysty wraz z muzyką skomponowaną przez Jerome Obry, w roli głównej: Lisa L'aventura ;) : 




I mnie ta historia opowiadana obrazami bardzo urzekła. Zaskoczona jestem również tym, że do tego projektu niejaki Jerome OBRY skomponował muzykę, którą można przesłuchać na stronie https://sites.google.com/site/comitive/la-comitive-radio    
Muszę przyznać że muzyka i teksty są niesamowite i jeszcze bardziej wyostrzają wyobraźnię podczas oglądania dzieł Ferrero. ;) 


Odsyłam Was do strony artysty, gdzie można podziwiać jego dzieła :  http://marcferrero.com/


Tymczasem umieszczam jeszcze dwa zdjęcia obrazów, które udało mi się zrobić w galerii w Eze. 

mój faworyt <3







środa, 6 kwietnia 2011

Hello Vichy! Recenzja kremów Vichy Normaderm na dzień i na noc



Cera z problemami wymaga od nas szczególnej opieki, a znalezienie odpowiedniego, skutecznie działającego dla niej kremu graniczy z cudem. Nie wynaleziono jeszcze takiego skarbu, który moglibyśmy aplikować na twarz, a nasze problemy ze skórą jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikałyby na zawsze. Ja jestem bardzo szczęśliwa, gdy zakupiony przeze mnie krem spełnia chociaż połowę funkcji, jakie producent zamieszcza na opakowaniu. Marka Vichy to wysokiej jakości produkty za, powiedzmy, niemałe pieniądze. Czy cena w takim razie jest adekwatna do jakości kosmetyku? Niestety nie zawsze...
Tutaj za przykład może posłużyć nam krem do twarzy Vichy Normaderm tri aktiv na dzień (fot.: od prawej), którego miałam i mam okazję testować.

 Przejdźmy więc do recenzji:

  • opakowanie: 50-mililitrowy krem zamknięty w opakowaniu z pompką. Lubię kremy w tubkach, ponieważ są bardziej higieniczne i istnieje małe prawdopodobieństwo, że jakieś bakterie dostaną się do środka. Jednakże przez ten dozownik i nieprzezroczyste opakowanie nie jestem w stanie stwierdzić, kiedy krem się kończy. Fakt, że jest dość wydajny, ponieważ używam go już 3 miesiące i jeszcze się nie kończy.
  • działanie: producent pisze: "potrójna skuteczność, redukuje niedoskonałości+ matuje+nawilża, skóra odzyskuje zdrowy wygląd już w 7 dni, udowodniona skuteczność w redukcji niedoskonałości skóry: zaskórników, rozszerzonych porów, świecenia". I tutaj zgodziłabym się tylko z tym świeceniem. Rzeczywiście po nałożeniu kremu na twarz czuję, że skóra staje się gładka, napięta, świeża i matowa. Czy nawilża, nie powiedziałabym, raczej pozostawia dziwną, jakby silikonową warstwę, która po nałożeniu podkładu poprostu wałkuje się pod palcami, co jest koszmarem! Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałam. Myślę jednak, że osoby, które mają cerę tłustą i nie używają podkładów, powinny być zadowolone. Aby moja skóra  była jednak nawilżona, po zaaplikowaniu tego kremu nakładam na twarz jeszcze inny krem nawilżający. 
  •  cena: waha się w granicach 50-60 zł, tu w Niemczech od 12-16 EUR. Moim zdaniem, zbyt drogi.
  • ocena: powiedzmy 5/10. Napewno nie wart swojej ceny. 

Skład (podany w kolejności jak na opakowaniu, czyli malejąco począwszy od składników które mają najwięjsze stężenie, kończywszy na kompozycjach zapachowych) :

Aqua- woda
Glycerin-gliceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca
Alcohol Denat.- alkohol denaturowany, tonizuje, oczyszcza, odtłuszcza, odświeża
Aluminum Starch Octenylsuccinate- skrobia modyfikowana, składnik wygładzający, konsystencjotwórczy, zmiękczający skórę, absorbent
Phenyl Trimethiconesilikon nie rozpuszczalny w wodzie, środek przeciwpieniący, antystatyczny, emolient 
Isononyl Isononanoate lekki, nietłusty, syntetyczny emolient 
Nylon-66- pochodzenia chemicznego, używany jako dodatek do przezroczystych składników kosmetycznych w celu zmętnienia, aby utrudnić przenikanie światła, jest regulatorem lepkości w końcowym produkcie
Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate- emolient, zwiększa lepkość, środek wiążący
Isopropyl Lauroyl Sarcosinate- emolient, środek wiążący 
Ammonium Polyacryldimethyltauramideskładnik konsystencjotwórczy, tworzy film na skórze, stabilizuje emulsje 
Sodium Hydroxide- wodorotlenek sodu, regulator pH kosmetyku 
Glycolic Acid- kwas glikolowy, działanie nawilżające, oczyszczające, złuszczające 
Silica- krzemionka, substancja matująca 
Salicylic Acid- kwas salicylowy, złuszcza martwe komórki z powierzchni naskórka, oczyszcza pory skóry, ma właściwości przeciwzapalne, leczy trądzik 
Perlite- perlit, substancja absorbująca, pochłania wilgoć 
C12-13 Pareth-23- pochodzenie chemiczne, substancja powierzchniowo czynna, emulgator 
C12-13 Pareth 3pochodzenie chemiczne, substancja powierzchniowo czynna, emulgator 
CI 42090barwnik pochodzenia chemicznego- niebieski
Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer- zagęstnik  
Isohexadecane- emolient suchy, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników, tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy
Divinyldimethicone/Dimethicone Copolymer- środek wiążący, tworzy na powierzchni skóry warstwę okluzyjną 
Sodium Polyacrylate- podwyższa lub redukuje lepkość środków kosmetycznych, tworzy warstwę okluzyjną na skórze 
Poloxamer 338- emulgator O/W, składnik umożliwiający powstanie emulsji, stosowany jako rozpuszczalnik dla substancji hydrofilowych zawartych w kosmetykach, substancja myjąca  
Disodium EDTAsekwestrant, tworzy związki chemiczne z jonami metali, dzięki czemu zapobiega ewentualnym niekorzystnym reakcjom chemicznym, jakie mogły by przebiegać z udziałem tych jonów. Zwiększa stabilność kosmetyku 
Capryloyl Salicylic Acid- kwas lipohydroksylowy, stymuluje odbudowę naskórka, działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciwzaskórnikowo, dlatego wykorzystywane jest  do pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej, a także zanieczyszczonej cery wrażliwej  
Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer- polimer, stabilizator emulsji (np. kremów) i zawiesin (np. pilingów), zapobiega m.in. przed rozwarstwianiem, przedłuża trwałość kosmetyków,  zwiększa lepkość
Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer- działa filmotwórczo, stabilizuje emulsje zwykłe i silikonowe, czyli przedłuża trwałość kosmetyków,  
Polysorbate 80- emulgator, stabilizator emulsji 
Parfum- kompozycja zapachowa

Niezły składzik ;D 

Drugim kremem, który testuję i kończę już pierwsze opakowanie jest Vichy Normaderm na noc. Bawi mnie nazwa: Krem chronoaktywny(?) zwalczający niedoskonałości skóry na noc. Hm.... chronoaktywny, to naprawdę interesujące nazewnictwo, którego niestety nie znam. Proszę mnie oświecić, jeśli ktoś się orientuje, co to może znaczyć.

  • opakowanie-  50-mililitrowa tubka bez pompki. I tutaj duży plus za opakowanie. Jak wcześniej wspominałam, lubię kremy w tubkach ze względu na higienę użycia. Wydajność: średnia, używam od 3 miesięcy ale już się kończy. 
  • działanie- "zmniejsza nadmierną aktywność porów, już po 4 tygodniach stosowania pory wyraźnie zwężają się, a krostki i zaskórniki znikają". Może krostki i zaskórniki nie znikają w moim przypadku, ale przynajmniej widzę, że zatrzymane jest powstawanie nowych niespodzianek. Krem nie nawilża jakoś specjalnie, ale też nie wysusza. Nie pozostawia też silikonowej warstwy na twarzy jak to ma miejsce w przypadku kremu na dzień. Zmiękcza skórę, wygładza, zapach natomiast nie jest już tak świeży i przyjemny, ale znośny. 
  • cena- około 70-80 zł, w Niemczech 13-15 EUR
  • ocena- 7/10. Tutaj również mogę powiedzieć, że cena mogłaby być niższa. Krem jednak warty wypróbowania. 
Skład: 

Aqua/Water- woda
Cyclohexasiloxane- cykliczny polidimetylosiloksan, silikon lotny, ułatwia rozprowadzanie kosmetyku na skórze, poprawia własności sensoryczne, odparowuje podczas rozsmarowywania kosmetyku na skórze, nie tworzy warstwy okluzyjnej
Isohexadecane- emolient tzw. suchy, jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników, tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), zmniejsza lepienie i tłustość kosmetyku
Isononyl Isononanoate-  lekki, nietłusty, syntetyczny emolient
Glycerin- gliceryna, hydrofilowa substancja nawilżająca
Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone- olej silikonowy
Silica- krzemionka, substancja matująca 
Nylon-12- syntetyczny polimer, składnik filmotwórczy- wygładza optycznie, matuje, sprawia, że skóra wygląda na gładką i jedwabistą
Poly C10-30 Alkyl Acrylate- stabilizator emulsji
Polyglyceryl-4 Isostearate- emolient
C18-36 Acid Glycol Ester- emolient
Peg-4 Dilapidate- emulgator
Peg-4 Levirate- emulgator
Algae/Algae Extract- ekstrakt z alg, działanie przeciwrodnikowe (hamują procesy starzenia się skóry), nawilżające, przeciwzapalne, poprawiające mikrokrążenie (co wpływa na wzmocnienie naczyń krwionośnych), bakteriostatyczne, filmotwórcze
Zinc Pca- kwas organiczny, jest naturalnym składnikiem NMF skóry człowieka, wykazuje działanie przeciwtrądzikowe- reguluje wydzielanie sebum, niweluje zmarszczki poprzez stymulację produkcji kolagenu
Glycolic Acid- kwas glikolowy, działanie nawilżające, oczyszczające, złuszczające
Methylparaben- substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu
Magnesium Sulfate- stabilizator emulsji
Phenoxyethanol- substancja konserwująca
Tocopheryl Acetate- octan witaminy E, związek o działaniu przeciwrodnikowym
Tocopherol- substancja o działaniu antyoksydacyjnym (przeciwutleniającym), hamuje procesy starzenia się skóry wywoływane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym, jest doskonałym czynnikiem hamującym rodnikowe utlenianie lipidów w naskórku i skórze właściwej, wpływa na poprawę nawilżenia skóry
Iodopropynyl Butylcarbamate- konserwant
Propylparaben- konserwant
Copper Pca- pirolidynokarboksylan miedzi, przeciwdziała degradacji kolagenu i powstawaniu blizn potrądzikowych, połączenie z naturalnym czynnikiem nawilżającym znajdującym się w skórze zwiększa biodostępność i aktywność
Capryloyl Salicylic Acid-  kwas lipohydroksylowy, stymuluje odbudowę naskórka, działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciwzaskórnikowo, dlatego wykorzystywane jest  do pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej, a także zanieczyszczonej cery wrażliwej 
Tetrasodium Edta- konserwant
Tristearin- rozpuszcza, wygładza, regeneruje
Acrylates Copolymer- działa filmotwórczo, zmiękcza i wygładza, stabilizuje emulsje zwykłe i silikonowe, czyli przedłuża trwałość kosmetyków
Parfum- kompozycja zapachowa


Te dwa kremy są jedynymi produktami Vichy z serii Normaderm, jakie miałam okazję testować. Przyznam, że kremu na dzień raczej bym kolejny raz nie kupiła i moje poszukiwania tego idealnego dla nieidealnej skóry będą kontynuowane. Natomiast na krem na noc skuszę się chyba ponownie. 
A Wy jakie macie opinie na ich temat?